godz: 21:41 data: 2010.05.3
PS. I wyślij mi 10 GB słońca.

 Liczę pochmurne dni i codziennie rano wstaję z nadzieją, że tym razem zobaczę trochę słońca. Coraz bardziej mam dość tej nieustatkowanej pogody, a przecież mamy już maj!
  Na moim suficie siedzi właśnie stado komarów, z którymi niebawem pewnie stoczę nierówny bój. Ich szybkość kontra mój refleks. Ich wytrzymałość kontra moc gazety... Póki co, dam im jeszcze kilka chwil. Nawet komarom należy się coś od życia,czyż nie?
   Obok stoi kubek z moją niedokończoną, zimną już, herbatą. I sterta chusteczek higienicznych, będących znakiem rozpoznawczym mojego wiosenno - przygnębionego przeziębienia, z którym walczę od kilku dni. I nic.
    Otwarty katalog biblioteki, którą codziennie przekopuję w poszukiwaniu czegoś przydatnego do mojej pracy licencjackiej, komórka, która milczy, choć tak lubię, kiedy się odzywa i pies, który szczeka za oknem.
   Z telewizora dobiegają dźwięki kolejnego meczu żużlowego w Anglii, a za ścianą leży Mama i pochłania Popiół i diament, tkwiąc razem ze mną w pościgu z czasem, żeby tylko zdążyć do przeklętego 10 czerwca, kiedy to licencjat musi zostać skończony i zatwierdzony. Plus perspektywa 4 egzaminów.
   Oczywiście, że szukam w tym wszystkim optymizmu. Pozytywu. Uśmiechu. Nawet teraz... a tu tylko jedno, głośne Apsik!


Komentuj(0)




godz: 22:32 data: 2010.02.12
Zła kobieta.

Dzisiaj dochodzę do wniosku, że cały ten blog to jeden wielki śmietnik, do którego dorzucam tylko kolejne zmiętoszone papierki, wyżute gumy i nikomu niepotrzebne zabawki...

Jestem zła.
Jestem sarkastyczną suką.
Jestem mroczna i podła.
Jestem egoistką.
Jestem zawistna, zaborcza i inna.
Podobno inna, niż byłam.

Nie powiedziałam tego ja, ale wystarczyło tych kilka zdań, bym zdała sobie sprawę, jak się zmieniłam. Sama też mam wrażenie, że stałam się złą kobietą. Zaczęłam manipulować słowami, krzywdzić i zadawać ból. Wszystkim tym, których ranić nie chciałam.

Kilka osób walczyło o mnie, o mój powrót do rzeczywistości. Gdyby nie oni, możliwe, że zagłębiałabym się w tę nienawiść i histerię jeszcze mocniej i mocniej.
Wciąż nie wierzę, że jeden facet może tak bardzo wpłynąć na psychikę, a jedno "ok, spróbujmy" tak zmienić życie. Stanęłam na rozwidleniu dróg. A teraz nie mam odwagi skręcić.

Teraz boję się zranić siebie. Bo ich już skrzywdziłam. Egoistka.


Komentuj(0)




godz: 23:09 data: 2009.06.23
One step closer...

Dzisiejszy wieczór spędzam w towarzystwie głosu Bono wydobywającego się z moich głośników. Naszło mnie na U2 i przez większość dnia słuchałam ich płyt. Sylwia sprząta - U2. Sylwia je śniadanie - U2. Sylwia się kąpie - U2. Swoją drogą... nie ma to, jak leżeć w wannie z cudownie pachnącą pianą i słyszeć ten charyzmatyczny głos... ;) Kontynuując, Sylwia czyta książkę - U2, Sylwia rozmawia przez telefon - U2 itd. itp. etc.
Oj, jak to miło przed snem dostać takie milutkie sms-y, jakie ostatnio serwuje mi M. Uzależniam się coraz bardziej od tych wszystkich jego słów i czuję straszny głód, gdy nie pisze.
Uzależniam się i przyzwyczajam. Z każdym dniem coraz mocniej. Jeszcze do niedawna broniłam się przed większym zaangażowaniem, ale dzisiaj widzę, że ta obrona nie wchodzi w grę. Za późno.
Na dworze burza. Truskawki się kończą. A na łóżku leży otwarta książka. Mój pies właśnie piszczy przez sen.

Nie ma weny - nie ma pisania. Dobranoc.


Komentuj(2)




godz: 00:10 data: 2009.06.18
Różne odcienie czerni

Już kiedyś zaobserwowałam u siebie pewną zależność. Im większy pochłania mnie dół, tym więcej i więcej mogłabym pisać użalając się nad sobą i powtarzając, jaki ten świat jest zły.
O ironio! Czy to na pewno ja, optymistka zaślepiona różem własnych okularów, odbijającym się w słońcu złudzeń?!

A przecież już kiedyś mówił dobry, stary Voltaire, że "optymizm to obłęd dowodzenia, że wszystko jest dobrze, kiedy nam się dzieje źle. "
A mój optymizm uciekł w popłochu i znowu jestem mroczna. Zdołowana. Smutna. Wściekła. Rozżalona. Zawiedziona. I jeszcze wiele innych takich pejoratywnych...
Nienawidzę się kłócić. Zresztą... każdy to mówi i każdy to robi. Zawsze się potem zastanawiam, jaki krok wykonać, żeby było lepiej? Zastanawiam się, odnajduję odpowiedź i potem tego nie robię. Tylko czekam. Tym razem też czekam. Ale tym razem czekam na odpowiedź, bo ja swój krok postawiłam.
O ironio! Czy to na pewno ja? Ta chłodna dama, unosząca się chorą dumą i honorem?!

Tak, to wszystko jestem ja. Rozemocjonowana optymistka, która wpędziła się właśnie w bardzo pesymistyczno - melancholijny stan. Ale nie powiem, że świat jest zły. Świat nie jest zły, to ludzie.....

...ludziom zgotowali ten los?!
Nie raz już żałowałam pewnych słów. Teraz próbuję odpowiedzieć sobie na pytanie, czy czegoś żałuję. Ale nie! Zrobiłam wszystko, co mogłam, żeby było ok. Ale nie udało się. Prosiłam, bawiłam się w pokorne, anielskie miny, by za chwilę ukazać oblicze obrażonego dzieciaka, który nie dostał swojej zabawki... i znów w pokorę i błagalny ton. Zrobiłam wszystko, więc nie mogę mieć teraz do siebie pretensji.

Mam bardzo mieszane uczucia. Czasem milczenie mówi więcej, niż tysiące słów... Wszystko bez sensu!


Komentuj(0)




godz: 00:29 data: 2009.06.17
Wszędzie dobrze, ale...

...tutaj najlepiej!
Wróciłam -po roku nieobecności, po kombinacjach alpejskich z tworzeniem nowego "poważniejszego" bloga. Jestem bogatsza o kolejne doświadczenia i o świadomość, że człowiek jednak wraca do dawnych, opuszczonych miejsc... Bardzo się cieszę, że tutaj jestem.

Dziś już zmęczenie daje mi się we znaki, ale wakacyjny czas, który nadchodzi na pewno pozwoli mi to wszystko nadrobić... te dwanaście miesięcy straty ;)


Komentuj(0)




godz: 15:46 data: 2008.04.18
O żużlu, kibicowaniu, jazzie i nowych drogach...



18 kwietnia 2008 roku - piękny słoneczny piątek. I w końcu czuję wiosnę w sercu! Kicham już od ładnego tygodnia z częstotliwością do 50 kichnięć na minutę, a to niezawodny znak, że w przyrodzie pojawiło się w końcu coś, na co właśnie tak reaguję od ładnych paru lat. Alergia, czy nie alergia, nawet nie chce mi się sprawdzać, bo wiem, że jak już wiosna przyjdzie tak na dobre, to te objawy miną.

Ale oprócz tego, że do lata coraz bliżej, coraz bliżej też do maja, który, o zgrozo, zapowiada się nieźle zakręcony. Znów kolokwia, referaty, zaliczenia, eseje, a potem sesja... i gdzieś wśród tego wszystkiego znajdę się ja. Aż się boję pomyśleć...

Na szczęście póki co, nie zastanawiam się nad tym, co będzie, ale żyję z dnia na dzień. Zaczął się bowiem sezon żużlowy - począwszy od meczu inauguracyjnego w Lesznie. Piękna i szalona wyprawa kibicowskim autokarem (w sumie było ich 5 i jeden bus ;) ) z wywieszonymi szalikami i biało zielonymi flagami. No i Sylwia połknęła bakcyla - co tam, że przez dwa kolejne dni nie mogłam wymówić ani jednego słowa, klimat był niesamowity! Teraz już jestem pewna, co dalej robić...

Poza tym, wróciłam do tańca! Nie potrafię opisać mojego entuzjazmu, gdy mogłam stanąć w lustrzanej sali, wyciągnąć moje baletki i znów tańczyć... Brakowało mi tego, a teraz znów mogę się cieszyć tym, co kocham... tym razem w wersji jazzowej;)

Chaotycznie tu dzisiaj u mnie, bo rzeczywiście tak ostatnio wygląda moje życie. Planowanie poszło w odstawkę, rządzi spontan! I tak też zakończę pisanie... spontanicznie! :)

Trzymajcie się wiosennie kochani! :)


Komentuj(2)




godz: 14:03 data: 2008.03.4
"Miłości nigdy nie było! "

Siedzę sobie właśnie w XIX w. opisywanym przez Georga Bidwella i czytam... o miłości. I dochodzę do wniosku, że miłość w tamtych czasach, przy całej naszej dzisiejszej demokracji i bezstresowym wychowaniu, była jakaś łatwiejsza... może przy tym też trochę banalniejsza, ale wszystko tak naprawdę szło właściwym torem. Może trochę przesadzam, ale chyba wolałabym być jak ta dworska córka, której Rodzice wybierają męża, zgodnie z ich oczekiwaniami i tylko ich. Ale wtedy, wbrew pozorom wszystko to było dużo prostsze, nawet jeżeli o prawdziwej miłości nie było mowy, a jedynie o spełnieniu „ambicji” rodziców...



A dziś w XXI w. siedzę przed tym nieszczęsnym komunikatorem jakim jest GG i czytam, co pisze do mnie mój eks, moja miłość wakacyjna sprzed paru lat. I tak oto doznaję szoku, gdy chłopak, który nie odzywał się do mnie obrażony przez prawie trzy lata, mieszkający 500 km ode mnie, teraz nagle pisze, że chciałby wszystko zacząć jeszcze raz... i próbuje nadrobić te „zmarnowane” trzy lata w 5 minut... w dodatku na gadu gadu.

Nie muszę daleko szukać kolejnych wrażeń z płcią przeciwną. Wystarczy jedno spojrzenie w skrzynkę odbiorczą mojej komórki, by zobaczyć smsy, których nie potrafię usunąć. Ten pamiętny, piracki M., na którego tyle już zmarnowałam literek na tym blogu... Pojawia się i znika non stop, ciągle tworząc kolejne zagadki. Mimo, że uznałam nasze ostatnie spotkanie za oficjalny koniec bajki, wciąż o nim myślę. Powiedział, że jak poznam go lepiej, to się bardzo rozczaruję... i że kocha wszystkie kobiety świata. Skomplikowany facet, wiem! Ale zawsze twierdziłam, że takich facetów właśnie lubię, że przy nich nie można się nudzić, a odkrywanie ich coraz to ciekawszych elementów psychiki, duszy itp. może być bardzo intrygujące... I mimo, że zlewał mnie już tyle razy, obiecywał, by zapomnieć, znikał na pół roku, by napisać potem, że pojawiam się w jego wspomnieniach... i tak w kółko, i mimo to, nic mnie to nie nauczyło, bo ja nadal przyłapuję się na myślach, że może to wszystko nie jest tym, na co wygląda... że może kiedyś się pojawi i tak szybko nie zniknie...

A przy tym wszystkim, cała reszta, która nie pozwala o sobie zapomnieć pisząc słodkie teksty, mamiąc czułymi słowami... Cała reszta, która potem udawadnia, że to wszystko po prostu pozory. I tak bym chciała wyzbyć się tych wszystkich złudzeń, nadziei i pokazać całemu światu, że moim małym, wrażliwym światkiem, rządzę JA i tylko ja!

Ale ktoś mądry kiedyś powiedział „wszystko co doskonałe, dojrzewa powoli” i jakkolwiek by tego nie zinterpretować, miał rację.
Nie, wcale nie chcę być femme fatale, zimną i niedostępną, krzywdzącą serca wszystkich mężczyzn, ale czasami mam wrażenie, że taka się właśnie staję... Nieufna, niedostępna, ironiczna, opierająca swoje uczucia na pierwszym wrażeniu, które (zdaję sobie sprawę!) może być mylące. I nie ma przebacz. Ale nie ma po co, poznawać ich wszystkich głębiej, oni wszyscy i tak okazują się tacy sami.  I może nie powinnam tego zmieniać? W końcu zbytnia otwartość i uśmiech dla wszystkich tyle razy już mnie zawiodły...


Komentuj(4)




godz: 23:31 data: 2008.02.11
Wsiąść do metra i jechać donikąd...



Studia. Pochłaniają czas znacznie bardziej, niż dobra książka, rozmowa z przyjacielem, czy ciekawy film. Jak ja dawno tutaj nie byłam... jak dawno nic nie pisałam... i nawet mi przez myśl nie przemknęło, żeby tu zajrzeć... studia po prostu.
  
   Kolokwia, zaliczenia, sesja,egzaminy, nauka... wokół tych słów skupiało się ostatnio moje studenckie życie. Nie raz już przeklinałam w myślach tę całą polonistykę. Ale jestem. Dobrnęłam do II semestru, jutro jadę podbić indeks i będę już oficjalnie kontynuować naukę. Tym czasem nadeszła chwila wytchnienia dla ciała i umysłu... w sumie bardziej dla umysłu. Słodkie parę dni nic nierobienia, obijania się i snucia po świecie bez celu. A oprócz tego, parę milutkich spotkań  z przyjaciółmi i znajomymi.
   I co najfajniejsze w tym wszystkim - za oknem właśnie nastała wiosna. W lutym, tak pięknie świeciło słońce, że aż się żyć zachciało. I lata też ...
    A dziś wyszłam z psem na spacer i zaciągałam się tymi promykami słońca, chcąc chłonąć ich jak najwięcej... ale wiem, że i tak na zbyt długo mi ich nie wystarczy.

  Ostatnio czytam też ciekawą książkę, o doświadczaniu codzienności. Trochę filozofii z psychologią, którą fantastycznie się czyta. Człowiek odkrywa tyle zupełnie nowych doznać, nowych uczuć i rzeczy, które dawniej miały zwykły szary odcień i pachniały codziennością właśnie... a dziś na wiele sytuacji patrzę inaczej, nawet mrówki wydały mi się interesujące.
   I zapragnęłam wsiąść do metra, patrzeć w oddalające się postacie osób stojących na peronach i jechać, jechać nieskończenie długo, zupełnie bez celu, donikąd... przydałoby mi się trochę takich refleksji, po ciężkich tygodniach studiowania ;)
   Tymczasem lubię krzyknąć sobie w przestrzeń, posłuchać własnego echa i próbować je złapać... Hmm, może ja już całkiem zwariowałam?


Komentuj(2)




godz: 15:06 data: 2007.12.14
Pomyśl o myślach...

   Pierwszy raz w życiu, tak szybko grudzień wtargnął w mój umysł. Nigdy nie sądziłam, że czas na studiach biegnie tak szybko. Im częściej patrzę przez okno i widzę padające płatki śniegu, gdy cały świat zamienia się w śnieżne królestwo, zastanawia mnie, czy zbyt wiele rzeczy mi w tym czasie nie umknęło? Czy nie przeoczyłam czegoś ważnego? Od października w sumie żyłam z dnia na dzień, w każdej chwili z czymś walcząc i pragnąc, by coś się w końcu zmieniło... Może byłoby mi łatwiej, gdybym wiedziała co powinno się zmienić, by było... lepiej? Może i zachowuję się jak rozkapryszona trzynastolatka, która sama nie wie czego chce. Jednak, nie umiem wyzbyć się tych przytłaczających mnie myśli. Wszystko planowałam zupełnie inaczej, myślałam, że nowy etap jakim miały być studia, otworzy przede mną bramę do czegoś zupełnie nowego, do czegoś, gdzie będę mogła być sobą, gdzie rozwinę skrzydła i poczuję, że żyję...

 ... Tym czasem mam wrażenie, że wszystko dzieje się obok mnie, a ja jestem widzem jakiegoś kiepskiego filmu o życiu studentów. Do niedawna przyczyn szukałam na około siebie, ale ostatnio zaczęłam ich szukać w samej sobie. Obserwując wszystko, co dzieje się wokół mnie, czuję się jakbym brała udział w jakimś eksperymencie z wehikułem czasu, który pozwolił mi poznać współczesne czasy... bo ja już dawno zatrzymałam się chyba w średniowieczu, gdzie rządzą zupełnie inne wartości, gdzie świat wydaje się... piękniejszy, a życie łatwiejsze. Nie pasuję do tego świata, nie zrozumiem nigdy pewnych rzeczy, zawsze więc będę trochę... inna?

  Zbliżają się święta. Magiczny czas spotkań z rodziną, chwile wspomnień i postanowień. W tym roku wiele sobie postanowię. Z pewnością łatwo nie będzie, ale sama tyle razy już powtarzałam, że nie można się poddawać i rezygnować. Tym bardziej, że teraz jest Ktoś tam na Górze, kto na pewno mocno mi kibicuje... Nie zawiodę Cię, Dziadku...


Komentuj(3)




godz: 17:23 data: 2007.11.3
Dzika



Jak bardzo się boisz, gdy wiesz, że jest gdzieś blisko?
Jak bardzo drżysz, gdy czujesz jej obecność?
O czym myślisz, zdając sobie sprawę, że ukrywa się przyczajona za drzewami?
A może wcale w nią nie wierzysz?

...Ja wierzę...

Chowa się gdzieś wśród gąszczu dnia,
by w mroku ukazać swą moc...
Dzika, nieposkromiona, nieobliczalna...
właśnie taka jest naprawdę...

Potrafi straszyć samym istnieniem,
lubi tworzyć coś z niczego,
jej krzyk może zmrozić wszystko...

I nikt tak naprawdę jej nie zna,
mimo, że tyle o niej wiemy...
Jest dzika i taka jej natura...
i nigdy nie da się oswoić...

...moja wyobraźnia.


Komentuj(9)




żyje już
Strona Główna
Księga Gości
Eblog.pl


2012
Styczeń
2011
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2010
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2009
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2008
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2007
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2006
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec

Krzysztof Kasprzak

Maciej Mazur

love-kako

Pomiędzy Wierszami

Plamka

Bijou

Little Blue

Olcia tg ;)

Przed I Po

Brunette

Brzydal

Marcin

Raspberry

Rock Angel

Dagmara

Przed Świata Przebudzeniem

Karmiona Nadzieją Spożyła Truciznę

Chłodny Odcień Błękitu

W bezkresie myśli

Oficjalne forum Włókniarza

Mój Taneczny Autorytet

Przyjaciele z Berlina

Picture from Inspirastock
Designed by Madziana

Inventive - Design Studio